Wiele demonów

Wiele demonów w reżyserii Mikołaja Grabowskiego to spektakl, który zaintrygował mnie swoim tytułem. Wizytę w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi planowałam kilka razy, jednak odwlekała się ona w czasie. Prawdopodobnie wykażę się teraz ignorancją w kwestii polskiej literatury ale nazwisko autora książki, na podstawie której przygotowano przedstawienie, nie było mi znane. Dopiero jakiś czas temu zapoznałam się z biografią Jerzego Pilcha, autora miedzy innym powieści Pod Mocnym Aniołem (być może niektórzy Czytelnicy oglądali jej ekranizację).

Społeczność luterskiego miasteczka. Fot. HaWa

Historia opisana na kartkach książki w swej teatralnej wersji zainteresowała mnie od pierwszej sceny, a po zakończeniu spektaklu pożałowałam, że nie przeczytałam powieści. Teraz nie ma to już sensu ze względu na opisaną w niej kryminalną intrygę, rozwikłaną w finale przedstawienia. Razem z pozostałymi widzami dowiedziałam się, kto dopuścił się zabójstwa Oli Mrak. Tym samym odebrano mi przyjemność powolnego zbliżania się do rozwiązania tajemnicy dookoła której skonstruowana jest fabuła. Skupię się jednak na przedstawieniu i zrobię to z przyjemnością, gdyż Wiele demonów w reżyserii Mikołaja Grabowskiego to jeden z lepszych spektakli, jakie miałam okazję obejrzeć w tym roku.

Jestem wielbicielką teatru silnie bazującego na tekście. W przedstawieniach dramatycznych z przyjemnością słucham interesujących dialogów, poruszających monologów, podążam za intrygą, jaką stwarzają na scenie. Mikołaj Grabowski przygotowując scenariusz na podstawie powieści Pilcha wybrał z tego liczącego blisko pięćset stron utworu takie wątki i postacie, które „bronią się” na scenie, pozwalając widzom skupić się na ofiarowanej im historii. Ta zaś jest niezwykle intrygująca. Luterańskie miasteczko Sigła i jego mieszkańcy stają się świadkami oraz uczestnikami niecodziennych wydarzeń, w których główne role odgrywają córki miejscowego pastora.

Maria Dejmek i Agnieszka Rose jako siostry Mrakówny. Fot. HaWa

Jula i Ola wyróżniające się urodą oraz stylem bycia od zawsze wzbudzały w konserwatywnych osadnikach mieszane uczucia. Lata mijały, zaś wybryki dziewcząt stawały się coraz poważniejsze. Gdy po tajemniczym zniknięciu Oli, jej siostra przyjeżdża do miasteczka ze swoim katolickim narzeczonym (w dodatku dopuszcza się tego czynu w Wigilię), wszystko staje się jasne. Jedną porwał diabeł, druga wkrótce dołączy do siostry. Czy tak właśnie było? Może zachowania dziewcząt były podszyte demoniczną siłą, lecz niekoniecznie pochodzącą od metafizycznych sił? Może to ich własne demony, jak wątpliwości pielęgnowane przez lata, wreszcie doszły do głosu?

Jula na chwilę przed ucieczką sprzed ołtarza… Fot. HaWa

Zatrzymałam się na dłuższą chwilę przy sylwetkach sióstr, jednak nie są one jedynymi bohaterkami Wielu demonów. Obok nich na scenie pojawia się wiele osób. Przychodzą i odchodzą, część z nich odgrywa istotne role dla rozwoju fabuły, inne stanowią tło. Nie są jednak bez znaczenia. Każdy z charakterów pojawiających się w przedstawieniu pozwala widzom zorientować się w atmosferze panującej w Sigle. Ta zaś nie należy do najprzyjemniejszych.

Poststalinowskie reguły codziennego życia, konwenanse rządzące społecznością, utarte stereotypy myślenia (choćby na temat kupowania dziecięcej garderoby), egzystencjalna pustka i tajemnice ukrywane przez lata mogą przytłaczać. Idąc za wskazanym przez Pilcha kierunkiem, Mikołaj Grabowski prezentuje je w zabawny sposób, momentami wręcz groteskowy. Dzięki temu na usta widzów raz za razem wkrada się uśmiech, by po chwili przeistoczyć się w milczenie i cichą refleksję na temat życia, wiary, reguł postępowania.

Iwona Bielska jako Madame Wzmożkowa. Fot. HaWa

Oglądałam Wiele demonów i odczuwałam poznawczą przyjemność, nie związaną tylko z przeżyciem estetycznym, jakim jest wizyta w teatrze. Poza tym, lubię opowieści zawierające w sobie tajemnice, elementy metafizyczności, niedopowiedzenia. To wszystko można odnaleźć w przedstawieniu prezentowanym na deskach Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi.

Osoby, które podczas wizyty w teatrze koncentrują się na grze aktorskiej również nie będą rozczarowane. Wiele demonów powstało w ramach projektu DuoPolis Kulturalne Warszawa – Łódź, na jaki zdecydowały się Teatr Nowy (Łódź) i Teatr IMKA (Warszawa). Dlatego na scenie można zobaczyć aktorów z obu instytucji. Ciekawie wypadają Maria Dejmek i Agnieszka Rose jako siostry Mrakówny. Są wyzywające, jednak potrafią wydobyć z siebie delikatne, subtelne tony nastoletniego zagubienia w świecie.

Iwona Bielska za rolę Wzmożkowej otrzymała Złotą Maskę w kategorii „najlepsza rola żeńska” w minionym sezonie artystycznym. Zasłużenie, gdyż razem z Łukaszem Gosławskim wcielającym się w rolę jej syna tworzą nieprzeciętny duet. Młody aktor również dobrze radzi sobie z wymagającą rolą, jaką przyszło mu kreować.

Wojciech Oleksiewicz kreujący postać Fryca Moitschka najbardziej zapadł mi w pamięć, ponieważ jego bohater – uważany przez lokalnych mieszkańców za maga – kilkakrotnie pomaga w rozwiązaniu problematycznych kwestii. Przypomina mi trochę Wernyhorę, być może przez swoją sceniczną aparycję.

Maria Dejmek i Agnieszka Rose jako siostry Mrakówny. Fot. z archiwum Teatru Imka

W Wielu demonach wykorzystywana jest minimalistyczna scenografia, w większości scen ograniczająca się do kilku parawanów przesuwanych przez aktorów, futryn z osadzonymi wewnątrz drzwiami, w pewnym momencie do wypełniającego większą część sceny dmuchanego namiotu.

Spektakl przygotowany przez Mikołaja Grabowskiego nie jest prosty. Widzowie oczekujący od teatru rozrywki dosłownej, kreślonej grubą kreską, nie odnajdą jej w Wielu demonach. Zamiast tego dostaną interesującą historię, która wymagając skupienia pochłonie ich na ponad dwie godziny. Przed oczami pojawi się świat utkany z tajemnic, składający się z prób odnalezienia swojego miejsca, z codziennej walki toczonej z własnymi demonami. Mnie to przedstawienie urzekło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *