Ślubu nie będzie

Jakiś czas temu ponownie zdecydowałam się na wizytę w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi. Postanowiłam zaryzykować i obejrzeć farsę pod tytułem Ślubu nie będzie. Nie jestem zwolenniczką tego gatunku scenicznego, kryjąca się w moim wnętrzu zrzęda pokazuje pełnię swoich możliwości właśnie podczas oglądania fars. Tym razem nawet ona siedziała cicho, ja zaś kątem oka spoglądałam na towarzyszących mi znajomych i powtarzałam w duchu „Po wyjściu z teatru przestaną się do mnie odzywać”.

Najnowsza farsa Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi jest nieśmieszna i może znudzić nawet najwytrwalszego widza. Gdyby komuś przyszło do głowy wybranie się na nią z dorastającym dzieckiem – oczywiście w celu zaszczepienia w nim miłości do teatru – niech napije się wody, odetchnie głęboko i zdecyduje się zobaczyć inny spektakl. Jedyne co Ślubu nie będzie może zaszczepić, to mocne postanowienie by omijać Teatr Nowy szerokim łukiem.

Paweł Audykowski, Bartosz Turzyński w scenie ze spektaklu. Fot. Rafał Wróblewski

Na scenie prezentowana jest historia stworzona przez Raya Cooneya i Johna Chapmana. Opowiada ona o perypetiach Thimothy’ego Westerby, właściciela agencji reklamowej. Bohater przygotowuje się do realizacji ważnej kampanii dla firmy zajmującej się szyciem damskiej bielizny, konkretnie biustonoszy. Stres związany z zawodowym wyzwaniem potęguje zbliżający się wielkimi krokami ślub córki – Judy, a także nuda jaka zapanowała w jego relacjach z żoną. Niefortunne uderzenie w głowę sprawia, że na kilkanaście minut przed planowaną ceremonią mężczyzna zaczyna widzieć i o zgrozo – rozmawiać – z pięknością rodem z lat dwudziestych ubiegłego stulecia, której nie dostrzega nikt inny.

Wiedząc, że wybieram się na farsę nie spodziewałam się realistycznych wydarzeń, gdyż nie to jest celem farsy (czy teatru w ogóle). Farsa ma bawić. Niestety nie tym razem. Ślubu nie będzie niezwykle się dłuży, brakuje w tym spektaklu interesującego wykorzystania punktów zwrotnych. Bohaterowie nie zmieniają się pod wpływem kolejnych absurdalnych sytuacji, zaczynają tylko bardziej gestykulować. Statyczna i nudna scenografia nie pomaga w koncentracji uwagi na akcji scenicznej. Po trzydziestu minutach oglądania tego przedstawienia zaczęłam zadawać sobie pytanie, jak to możliwe, że przy posiadaniu w swoim repertuarze dobrych przedstawień jak na przykład Ziemia obiecana (recenzję można znaleźć tutaj) i Wiele demonów (relacja ze spektaklu do przeczytania pod linkiem), dyrekcja Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi zdecydowała się zaprezentować widzom tak nudną i niedopracowaną farsę?

Lucyna Szierok jako obiekt fantazji głównego bohatera. Fot. Rafał Wróblewski

Przedstawienie próbują ratować aktorzy, choć ich wysiłki nie przynoszą efektu. Może dlatego, że kwestie wygłaszane przez bohaterów brzmią archaicznie, żarty z Australii byłyby docenione czterdzieści lat temu w Wielkiej Brytanii, a odbiegające od współczesnych realiów sformułowania i konflikty bohaterów (na przykład wpisany w fabułę spektaklu problem z zaakceptowaniem przedmałżeńskiego seksu dwojga dorosłych ludzi) wydają się być wręcz kuriozalnie staroświeckie?Obawiam się, że zawarta w tym przedstawieniu „starzyzna” nie skłoni młodszej części widowni do szybkiego powrotu do teatru (jeśli już rodzice zafundują swoim nastoletnim dzieciom katorgę oglądania Ślubu nie będzie).

Dymitr Hołówko, Agnieszka Korzeniowska, Mirosława Olbińska w scenie ze spektaklu. Fot. Rafał Wróblewski

Reklamowanie tego przedstawienia jako błyskotliwej komedii muzycznej jest działaniem na wyrost. Kilka powtarzających się tanecznych kroków i szpagaty wykonywane na scenie udowadniają widzom, że mają oni do czynienia ze sprawnymi fizycznie aktorami. Niemniej chyba nie takie było zadanie, które postawił przed sobą Paweł Pitera w chwili rozpoczęcia prac nad tym spektaklem? Oglądając w zeszłym roku Czego nie widać miałam nadzieję, że będzie to ostatnie tak bardzo nieudane przedstawienie zaprezentowane na scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi. Niestety spektakl Ślubu nie będzie pojawił się w repertuarze, skłaniając mnie do tej gorzkiej oceny.

PS Znajomi przebaczyli mi zabranie ich do teatru akurat na ten spektakl, jest jeszcze dobro w ludziach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *