Piloci

Musical Piloci wystawiany obecnie w Teatrze Muzycznym Roma to trzeci polski spektakl prezentowany na tej scenie. Dotychczas wielbiciele widowisk muzycznych mieli okazję oglądać autorskie realizacje Piotrusia Pana i Akademii Pana Kleksa, należy jednak dodać, że były to musicale skierowane do młodszej widowni. Najnowsza produkcja warszawskiego teatru jest przedstawieniem zrealizowanym z myślą o dorosłej publiczności, która pragnie spędzić czas w niecodzienny sposób, jednocześnie przypominając sobie o istotnym wkładzie polskich pilotów w przebieg Bitwy o Anglię, mającej miejsce w czasie II wojny światowej.

Plakat promujący spektakl. Materiał Teatru Muzycznego Roma

Pilotom nie można odmówić innowacyjności w podejściu do ukazania głównego tematu zawartego w fabule spektaklu. II wojna światowa i jej tragiczne wydarzenia były wielokrotnie przedstawiane na teatralnych scenach, jednak w Polsce nigdy za pomocą medium, jakim jest musical. Historia kreowana w przedstawieniu prowadzona jest dwuwątkowo, dzięki czemu widowisko wyreżyserowane przez Wojciecha Kępczyńskiego nie jest wyłącznie opowieścią o losach polskich pilotów, którzy walczyli z hitlerowską agresją poza granicami okupowanej Polski. To również musical o miłości wystawionej na próbę czasu i niesprzyjających okoliczności. Piloci to przedstawienie mówiące o odwadze, solidarności i poświęceniu, wykorzystujące do tego celu piękną muzykę, ciekawe teksty piosenek, efektowne sceny tańca i cyfrową scenografię.

Reżyserem i autorem libretta musicalu jest Wojciech Kępczyński, Dyrektor Teatru Muzycznego Roma. Jak wielokrotnie podkreślał, realizacja Pilotów jest spełnieniem jego artystycznych marzeń. Zaprezentowanie na scenie historii, której osią są postacie pilotów walczących w Bitwie o Anglię, nie było sprawą prostą. Zwłaszcza od technicznej strony. Z pomocą przyszedł Kamil Pohl ze studia Platige Image, odpowiedzialny za reżyserię scenografii cyfrowej i animacje oraz Sebastian Gonciarz, który przygotował scenariusze walk powietrznych. Dzięki współpracy całej trójki, widzowie zgromadzeni na widowni Teatru Muzycznego Roma mogą zobaczyć musical, którego oprawa plastyczna wykorzystuje zdobycze techniki. Tradycyjna, trójwymiarowa scenografia została ograniczona do minimum, najbardziej znaczące elementy to projekcje multimedialne. Sceny walk powietrznych przywodzą na myśl kadry z filmów wojennych oraz gier platformowych, co może przypaść do gustu zwłaszcza męskiej części publiczności.

Jedna ze scen musicalu, rozgrywająca się przed wybuchem II wojny światowej. Fot. Karol Mank

Technologia wykorzystywana w spektaklu ułatwia dynamiczne prowadzenie akcji, jednak nie tylko dzięki niej widzowie mogą zbliżyć się do atmosfery płynącej z musicalu. Michał Wojnarowski w piosenkach przygotowanych na potrzeby Pilotów zawarł emocje odczuwane przez bohaterów w okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej, kiedy młodych ludzi przepełniała wiara w czekające ich szczęście. Wybuch konfliktu zbrojnego przewartościował plany większości z nich. Teksty utworów napisane przez Wojnarowskiego zawierają w sobie tęsknotę za utraconymi ukochanymi ludźmi, obawę przed niepewną przyszłością, lecz również odrobinę nadziei, która przyświeca głównym bohaterom w podejmowanych przez nich działaniach. W piosenkach wykonywanych w Pilotach tkwi jednak problem. Nie zapadają w pamięć. Zarzut ten nie należy jednak odnosić bezpośrednio do kunsztu Michała Wojnarowskiego jako autora. Uważam, że przeszkoda tkwi w języku polskim, który nie jest najlepszym nośnikiem treści w musicalu. Brakuje mu dźwięczności, która ułatwiałaby zapamiętywanie usłyszanych w piosence fraz. Przez to widzowie wychodzący z Teatru Muzycznego Roma po wieczorze spędzonym na oglądaniu najnowszego spektaklu, będą mieć w pamięci tylko jeden utwór – Nie obiecuj nic, będący muzycznym motywem przewodnim całego musicalu.

Niemniej warstwa muzyczna widowiska jest bardzo różnorodna, dzięki czemu stwarza możliwość zobrazowania wielu odmiennych w swym charakterze scen. Widzowie mogą usłyszeć romantyczne, chwilami nawet ckliwe melodie, by za moment przenieść się na angielską, sielankową wieś, gdzie opiewane są cudowne właściwości herbaty, a już kilka scen później wsłuchać się w hip-hopowy rytm songu rodem z wojskowego warsztatu (ta sekwencja skojarzyła mi się ze sceną Greased Lightnin z musicalu Grease). Choreografie przygotowane przez Agnieszkę Brańską nawiązują do stylistyki tańców popularnych w latach czterdziestych dwudziestego wieku, co widać w szczególności w scenie potańcówki zorganizowanej w bazie lotniczej, choć układy choreograficzne zostały uwspółcześnione.

Tytułowi piloci. Fot. Karol Mank

W musicalu Piloci występują aktorzy znani z poprzednich widowisk zrealizowanych przez Teatr Muzyczny Roma, a także artyści dla których udział w tym przedstawieniu jest okazją do pierwszych popisów na warszawskiej scenie. W rolach głównych bohaterów – Niny i Jana – miałam okazję oglądać Edytę Krzemień oraz Przemysława Zubowicza. Żadne z nich nie zawiodło w realizacji swoich scenicznych zadań. Oboje dysponują wspaniałymi głosami, dlatego słuchanie ich było przyjemnością. Jedyną uwagę można mieć do okrojonego portretu psychologicznego odgrywanych przez artystów postaci, które zostały nakreślone bardzo ostrą kreską, przez co zarówno Nina, jak i Jan są przewidywalni. Miłym zaskoczeniem jest Janusz Kruciński w roli Prezesa. Zwykle aktor wcielał się w bohaterów pozytywnych, których czyny i losy chwytały za serce. „Czarny charakter” kreowany przez Krucińskiego to skupiony na osiągnięciu sukcesu biznesman. Jego teatrzyk ma przynosić zyski, pozwolić przetrwać niepewne czasy, bez względu na ponoszone moralne koszty.

Humorystyczne elementy do musicalu wprowadza Robert Rozmus, niezawodny w takich zadaniach. Jego Pułkownik Pilkington bawi, rozładowuje atmosferę pathosu, która kilkakrotnie opanowuje scenę i przynosi wyczekiwane odprężenie.

Pilotom mam do zarzucenia jeden nie do końca przemyślany element fabularny. Jest nim zbytnia wiara w słuszność powiedzenia „Za mundurem panny sznurem”. Zwłaszcza brytyjskie panny. Z libretta autorstwa Wojciecha Kępczyńskiego można wywnioskować, że polscy piloci wzbudzali palpitacje serca w każdej Brytyjce, bez względu na jej pochodzenie czy wykonywany zawód. Nie dość, że umieli latać, to byli przystojni. I ich metody nawiązywania znajomości były lepsze niż te stosowane przez Brytyjczyków. Taka idealizacja obrazu polskich dywizjonów lotniczych stacjonujących w Wielkiej Brytanii nieznośnie infantylizuje spektakl.

Pilotów warto zobaczyć, choćby w celu wyrobienia sobie indywidualnej opinii, czy o wydarzeniach rozgrywających się w czasie II wojny światowej można zrobić chwytliwy musical? Poza tym, w polskim teatrze muzycznym nadal mało jest autorskich spektakli. Widowisko Wojciecha Kępczyńskiego stara się udowodnić, że polscy autorzy mają dużo do powiedzenia w temacie musicali i powinni to robić. Natomiast ocena ich prób powinna być indywidualną sprawą każdego z fanów spektakli musicalowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *