Krakowiacy i Górale

Na deskach teatrów w Polsce niezbyt często mamy okazję oglądać spektakle, które bazują na naszych narodowych tekstach dramatycznych. Przy całym bogactwie utworów, jakie przez wieki rodzimi artyści pisali na potrzeby teatrów, zajmują one słabszą pozycję niż – uznawane za wybitne – dzieła z dorobku twórców światowych. Współczesne dramaty pisane przez polskich dramaturgów również nie pojawiają się w repertuarach. Do tej pory nie zastanawiałam się nad tym zbyt często, jednak obecnie rozważam dlaczego utwory Shakespeare’a czy Moliera pojawiają się na deskach polskich scen teatralnych częściej niż utwory Słowackiego? Reżyserzy nie wykorzystują możliwości zawartych w rodzimych tekstach, to wielka szkoda, ponieważ nawet te uznawane przez niektórych za archaiczne mogą – odpowiednio przygotowane – zaistnieć współcześnie na scenie.

Kornelia Trawkowska (Basia) i Mariusz Adamski (Stach). Fot. Maciej Zakrzewski

W miniony weekend obejrzałam Krakowiaków i Górali, spektakl wyreżyserowany przez Michała Kmiecika i prezentowany od 19 grudnia 2015 roku w Teatrze Polskim w Poznaniu. Przedstawienie bazuje na treści libretta wodewilu (bądź jak kto woli – pierwszej opery narodowej) autorstwa Wojciecha Bogusławskiego z 1794 roku. Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale wypełniony jest dziesiątkami aluzji politycznych (dla przypomnienia – jego premiera odbywała się w cieniu zbliżającego się trzeciego rozbioru Polski), które wpleciono w historię opowiadającą o konflikcie mającym swoje podłoże w miłosno-romansowym wielokącie. Problemem tego utworu a jednocześnie jego siłą jest język. Nie zapominajmy – od XVIII wieku zmieniły się zasady gramatyki, wymowy, nowe słowa wyparły archaizmy, zaszedł proces depalatalizacji (utwardzenia języka). Przez to czytając libretto autorstwa Bogusławskiego można odnieść wrażenie, że jest ono zdumiewająco staroświeckie i niewiarygodnie naiwne… Niemniej, odpowiednio skrócony, zaadaptowany na potrzeby współczesnych widzów utwór, sprawdza się na scenie, zaś aktorzy wygłaszające swoje kwestie wierszem wzbudzają zainteresowanie, gdyż nie jest to zjawisko obecnie często obserwowane w teatrze.

Scena zbiorowa ze spektaklu. Fot. Maciej Zakrzewski

Krakowiacy i Górale w swojej oryginalnej formie byli spektaklem zawierającym muzykę i partie śpiewane. Ogromne znaczenie miała warstwa dźwiękowa, zawierająca w sobie motywy pochodzące z polskiej twórczości ludowej. Wszystko to zostało zachowane w inscenizacji Michała Kmiecika, aczkolwiek w ograniczonej formie. Przez to jego przedstawienie nie jest spektaklem muzycznym, z fabułą zachowaną w oryginalnej formie. Jakie ma to znaczenie dla poznańskiej propozycji?

Na teatralnej scenie przed oczyma widzów rozgrywa się historia opowiadająca o konflikcie interesów związanych z miłosnym czworokątem. Basia, córka młynarza, kocha z wzajemnością Stacha. Problem w tym, że macocha dziewczyny – Dorota, ma ochotę na intymne tête-à-tête z młodzieńcem. Dlatego postanawia wydać pasierbicę za bogatego Górala – Bryndasa. Dodajmy do tego postać studenta – intelektualisty, który postanawia pomóc młodym zakochanym, buńczucznych towarzyszy narzeczonego, ślub innej pary w tle i otrzymamy przepis na wartką opowieść i kilka zwrotów akcji. Reżyser Michał Kmiecik postanowił włączyć do fabuły przedstawienia jeszcze postacie bojowniczki Marianny, Tadeusza Kościuszki oraz króla Stanisława Poniatowskiego. Ich obecność na scenie wzmacnia polityczny charakter spektaklu, jednak wnosi również odrobinę chaosu. Scena opisywania przez Mariannę rozlewów krwi, powstań, zrywów narodowych oraz późniejsza konfrontacja pomiędzy Kościuszko a Poniatowskim nie została nakreślona zbyt wyraźnie, poza tym widzowie nie posiadający wiedzy historycznej odnoszącej się do tła utworu Bogusławskiego, nie będą mieć łatwego zadania. Marianna wyglądająca jak postać z obrazu Delacroix, dwie aktorki wcielające się w silne męskie postacie i rozpad państwa w tle – na fabule poznańskiego przedstawieniu należy się skupiać…

Piotr Kaźmierczak (Bryndas) i Michał Kaleta (Morgal). Fot. Maciej Zakrzewski

Krakowiacy i Górale w reżyserii Michała Kmiecika są jak matrioszka. Z jednej warstwy spektaklu wyłania się kolejna i wydaje się, że tak będzie bezustannie. Pytania związane z fabułą spektaklu uzupełniają niedomówienia związane z obecną na scenie scenografią autorstwa Justyny Łagowskiej. Kiczowato przystrojona kapliczka z figurą Matki Boskiej z przodu sceny, w głębi figurki przepychających się ze sobą poznańskich koziołków, głównym elementem dekoracji okazuje się być palma, którą po rozłożeniu na części bohaterowie używają w charakterze siedzisk. Wszystko to na tle platform imitujących skatepark oraz blaszanego fragmentu młyńskiego koła (stalowy łuk przypomina kształtem tęczę. Czyżby razem z palmą stanowiły nawiązanie do Warszawy i przepychanek z ulicy Wiejskiej?) Scenę oświetlają reflektory oraz lampy wyglądające jak autentyczne światła drogowe.

Jakub Papuga (Bardos). Fot. Maciej Zakrzewski

Symboliczną estetykę sceniczną dopełniają kostiumy przygotowane przez Julię Kosmynkę. Bohaterowie spektaklu noszą stroje, których zadaniem jest scharakteryzowanie postaci. Nadruki w kwiatki na sukienkach Baśki i jej macochy mają kojarzyć się z cepelią, pawie pióro w czapce Pawła jest nawiązaniem do ludowego stroju krakowskiego, ubrudzone w mące odzienie Bartłomieja młynarza od razu wskazuje, z kim widzowie mają do czynienia w danej scenie. Jednak motywy ludowe i te kojarzące się z kiczem cepelii zestawiono ze sportowymi modelami narzutek noszonych przez Pawła i jego przyjaciela, ich hipsterskich czapek oraz sneakerów. U Kmiecika Krakowiacy wyglądają jak hipsterzy, zaś Górale jak członkowie gangu motocyklistów i wielbiciele wybielanych tkanin skóropodobnych.

Wspominałam już o warstwie muzycznej, którą w porównaniu z pierwszą wersją utworu zredukowano. Za muzykę w poznańskim spektaklu odpowiedzialny jest Mateusz Górny, szerszej publiczności znany pod pseudonimem Gooral. Przygotowane przez niego kompozycje sprawdzają się w tym przedstawieniu idealnie. Uwspółcześniona przyśpiewka Basi – rarytas. Momentami melodie zaproponowane przez artystę były bliższe rytmom bałkańskim, jednak nie uważam tego za problem.

Kornelia Trawkowska (Basia). Fot. Maciej Zakrzewski

Krakowiacy i Górale przy swoim politycznym charakterze, pozostawali zabawnym spektaklem. Wszystko za sprawą romansowego wątku i konfliktu interesów bohaterów. Śmiech wśród widzów wzbudzało każde pojawienie się na scenie Jonka (Paweł Siwiak), przyjaciela Stacha. Odgrywający  postać głównego amanta Mariusz Adamski ujawnił talent komiczny w scenie flirtu z Dorotą. Kornelia Trawkowska jako Basia była bardzo żywiołową, temperamentną dziewczyną, romantyczką nie pozbawioną jednak wątpliwości, co do mocy uczucia zakochanego w niej Stacha. Piotr Dąbrowski jako Paweł zapadł mi w pamięć dzięki nerwowej scenie próby zdjęcia obrączki. Jak się okazało, nie tak łatwo uwolnić się od przysięgi. Jakub Papuga w roli Bardosa wnosił na scenę spokój i powagę, godność myśliciela. Żałuję, że reżyser spektaklu nie zdecydował się przedstawić finału historii, zamykając tym samym wszystkie wątki. Przedstawienie w obecnym kształcie ma otwarty charakter, zwłaszcza scena manifestacji, na której powiewa biało-czerwona flaga i pojawiają się czarne parasole…

Scena zbiorowa. Fot. Maciej Zakrzewski

Podsumowując moje odczucia po obejrzeniu Krakowiaków i Górali w Teatrze Polskim w Poznaniu, muszę stwierdzić, że był to jeden z ciekawszych spektakli, jakie miałam okazję oglądać w ostatnim czasie. Podobała mi się mnogość zawartych w nim symboli, aczkolwiek wymagały one skupienia się na fabule przedstawienia. Uważam, że wątek Tadeusza Kościuszki i Stanisława Poniatowskiego mógłby wybrzmieć mocniej lub zostać usunięty ze spektaklu, w imię powrotu do oryginalnego kształtu fabularnego. Podobała mi się przygotowana przez Goorala muzyka, która wyznaczała rytm spektaklu. Inscenizację Michała Kmiecika mogę polecić każdemu widzowi, który chciałby zobaczyć uwspółcześniony polski tekst i na własnej skórze przekonać się, czemu warto znać klasykę (nie tylko światowego teatru).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *