Gorące lato w Oklahomie

Gorące lato w Oklahomie to jedno z najdłużej utrzymujących się w repertuarze Teatru im. Stefana Jaracza przedstawień. Prezentowane na łódzkiej scenie od 2011 roku wciąż wzbudza zainteresowanie publiczności (o czym może świadczyć brak wolnych miejsc na widowni podczas wieczoru, gdy oglądałam spektakl). Moja wizyta w „Jaraczu” nie była zaplanowana, mogę powiedzieć, że to przypadek pozwolił mi obejrzeć inscenizację dramatu Tracy Lettsa. Oby więcej takich zrządzeń losu, ponieważ przedstawienie mnie nie rozczarowało.

Tracy Letts w utworze Sierpień przedstawił skomplikowane relacje rodzinne klanu Westonów. Pewnego upalnego dnia głowa rodziny – Beverly – znika bez śladu. Daremne poszukiwania sprawiają, że do domu zaginionego przyjeżdżają jego mieszkające w różnych częściach Stanów Zjednoczonych córki, a także dalsza rodzina. Każdy z członków klanu wydaje się być szczęśliwy, stabilny emocjonalnie, przede wszystkim dojrzały. W trakcie trzygodzinnego przedstawienia okazuje się, jak bardzo mylne może być pierwsze wrażenie.

Siostry Weston: Barbara (Ewa Audykowska-Wiśniewska), Ivy (Monika Badowska) oraz Karen (Urszula Gryczewska). Fot. Greg-Noo-Wak

Nie chcę szczegółowo opisywać fabuły Gorącego lata w Oklahomie, ponieważ najlepszym sposobem na poznanie jej jest udanie się do Teatru im. Stefana Jaracza. Pragnę natomiast podzielić się uwagą na temat relacji pomiędzy bohaterami.

Przez znaczną część spektaklu zastanawiałam się nad postawą Barbary (w tej roli Ewa Audykowska-Wiśniewska) i jej relacji z matką – Violet (w jej postać wciela się Barbara Marszałek). Perfekcjonistka Barbara zostaje zmuszona do mierzenia się z kolejnymi wychodzącymi na światło dziennie tajemnicami, kłamstwami swoich młodszych sióstr oraz okrucieństwem matki. Mąż zdradzający ją z młodszą kobietą nie stanowi stabilnego oparcia, gdy jest potrzebny. Dlatego też widzowie powoli obserwują, jak siła do walki opuszcza do tej pory zdeterminowaną kobietę.

Violet (Barbara Marszałek) oraz Barbara (Ewa Audykowska-Wiśniewska). Fot. z archiwum Teatru

Im gorszy staje się stan emocjonalny Barbary, tym bardziej cieszy to jej matkę Violet. Tak naprawdę to ona jest głową klanu Westonów. Traktując męża jak nieudacznika, przyczyniła się do jego zniknięcia. Swoje frustracje wyładowuje zazwyczaj na średniej córce – Ivy, jednak pojawienie się w domu pozostałych dzieci daje jej większe pole do popisu. Violet jest strażnikiem skrywanych w rodzinie tajemnic, wyrzutem sumienia członków klanu, a także okrutnym komentatorem podejmowanych przez córki decyzji.

Patrzyłam na relacje pomiędzy Barbarą a Violet i myślałam, w którym momencie i czy w ogóle zaistnieje granica, gdy córka przestanie pozwalać na terror praktykowany przez matkę? Jak bardzo napięta musi być struna, by pękła? W Gorącym lecie w Oklahomie pęknięcie, rozłam, poddanie się po przegranej walce wydaje się być jedyną szansą na ocalenie.

Spektakl wyreżyserowany przez Artura Urbańskiego to psychologiczny kalejdoskop. Na scenie pojawia się dwanaście postaci, każda z wyraźnymi, indywidualnymi cechami. Bohaterowie są różnorodni i realni, przez co przedstawienie dobrze się ogląda. Konflikty pomiędzy nimi nie mają charakteru „wyssanych z palca”, zwłaszcza te dotyczące bezpośrednio sióstr.

Cała rodzina Westonów. Fot. z archiwum Teatru.

Jedno jest pewne – Gorące lato w Oklahomie nie ma w sobie nic z bożonarodzeniowej atmosfery. Rozgrywa się w lecie i upał panujący na zewnątrz przekłada się na klimat w rodzinie Westonów. Moim Czytelnikom mogę życzyć, aby zbliżające się Święta spędzili w lepszym tonie, niż to jakiego podczas rodzinnego spotkania doświadczyli bohaterowie dramatu Sierpień Tracy Lettsa, którego inscenizację wciąż można oglądać na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi. Spektakl polecam każdemu, zaś prezentowanych w nim relacji rodzinnych nie życzę nikomu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *