Czarownice z Eastwick

Od kilku tygodni w Warszawie oglądać można nowy musical. W Teatrze Syrena prezentowane jest przedstawienie Czarownice z Eastwick, którego tytuł dużej części publiczności kojarzy się z hollywoodzką produkcją z lat ’80 XX wieku. Jacek Mikołajczyk, obecny Dyrektor Teatru Syrena, podjął się tłumaczenia i reżyserii tego musicalu. Z jakim skutkiem?

Olga Szomańska jako Alexandra. Fot. Bartek Warzecha

Czarownice z Eastwick zaistniały na teatralnej scenie w 2000 roku. Musical od czasów swojej premiery wystawiany był między innymi w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, w Australii, w Austrii oraz w Czechach. Musical spotykał się z dobrym przyjęciem ze strony widzów w Stanach Zjednoczonych, jednak tragiczne wydarzenia z września 2001 roku odbiły się na polityce kulturowej tego kraju, czego ofiarą padł przemysł musicalowy. Spektakl dotarł do Polski dopiero teraz…

Na scenie Teatru Syrena publiczność ma okazję zobaczyć opowieść o trzech zagubionych kobietach. Przyjaciółki po trzydziestce, osamotnione, zawiedzione po dotychczasowych relacjach z mężczyznami, przytłoczone duszną atmosferą małego miasteczka, żyją z dnia na dzień. Nie ośmielają się liczyć na poprawę swojego losu, przekonane, że nic poza szarą codziennością nie jest im już pisane. Losy Alexandry, Jane i Sukie zmieniają się, gdy któregoś dnia w Eastwick pojawia się Darryl van Horne, przybysz z Nowego Jorku, ucieleśniający ich ideał mężczyzny. Wraz z pojawieniem się bohatera, w kobietach ujawniają się pokłady skrywanych zdolności magicznych. Niestety stosowanie magii ma swój koszt, o czym boleśnie przekonują się bohaterki.

Barbara Melzer (Jane), Olga Szomanska (Alexandra), Paulina Grochowska (Sukie) i Tomasz Steciuk (Darryl). Fot. Bartek Warzecha

Jacek Mikołajczyk w swojej realizacji tego tytułu zaproponował publiczności bardzo współczesne tłumaczenie tekstu musicalu. Dzięki temu widzowie zdają sobie sprawę, że akcja toczy się na amerykańskiej prowincji rodem z lat sześćdziesiątych XX wieku, jednak nie nudzą ich realia ówczesnego życia i zasady funkcjonowania społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Poza tym przekład zaproponowany przez reżysera wywołuje w widzach emocje. Jest dość zabawny, aczkolwiek momentami ociera się o kontrolowaną wulgarność. Dzięki temu nie ma cukierkowego charakteru. Nie udaje mu się jednak uchronić widzów od uczucia zbytniej rozciągłości fabuły. Musical byłby lepszy, gdyby był krótszy. Mógłby obyć się bez kilku scen, które nie wnoszą wiele do rozwoju akcji scenicznej, nie zawierają też w sobie porywających utworów muzycznych.

Niewątpliwą zaletą Czarownic z Eastwick jest ich oprawa sceniczna. Scenografia oddająca klimat miejsca akcji, została dostosowana do niewielkich rozmiarów sceny Teatru Syrena. Podobało mi się bardzo płynne przechodzenie od sceny do sceny. Całość miała baśniowy charakter,  aczkolwiek w dwóch scenach odniosłam wrażenie, Artur Wytrykus (odpowiedzialny za światło) oglądał za dużo produkcji Disneya i z odrobiną przesady podszedł do tematu zaprezentowania czarów na scenie teatru (przekazywanie sobie przez bohaterki iskierek światła i wzbicie się kobiet do lotu zachwiało moje odczucia estetyczne).

Tomasz Steciuk jako Darryl. Fot. Bartek Warzecha

Jednak najmocniejszą stroną tego musicalu jest zespół aktorski, zaangażowany do udziału w sppektaklu. W rolach tytułowych bohaterek występują utalentowane aktorki. Podczas oglądania musicalu na scenie miałam okazję zobaczyć Olgę Szomańską (Alexandra), Barbarę Melzer (Jane), Paulinę Grochowską (Sukie), Tomasza Steciuka (Darryl) oraz Beatę Olgę Kowalską (Felicia). Każdy z artystów zaprezentował wysokie, uwielbiane przez wielbicieli musicali umiejętności aktorskie, wokalne i taneczne. Bohaterki kreowane przez znakomite artystki były różnorodne, ich dźwięczne głosy hipnotyzowały zgromadzoną na widowni publiczność. Postać Darryla stworzona przez Tomasza Steciuka pobudzała widzów do śmiechu. Aktor bawił się przypisaną sobie postacią, pokazując kunszt musicalowego aktorstwa. Wielbiciele selfie też powinni być zadowoleni, gdyż aktor pozuje jak nikt 😉

Minusem Czarownic z Eastwick jest brak zapadających w pamięć piosenek, które widzowie mogliby nucić po wyjściu z teatru. Teksty utworów nie są chwytliwe ani dźwięczne. Utwór Taniec z demonem w momencie wykonywania go przez zespół aktorski bardzo mnie drażnił.

Scena zbiorowa z musicalu. Fot. Bartek Warzecha

Skupiłam się na opisie zewnętrznej warstwy spektaklu, muszę jednak zaznaczyć, że Czarownice z Eastwick nie są musicalem pozbawionym przesłania czy istotnych treści. Są one jednak niejednoznacznie ukazane, gdyż fabułę musicalu można odczytywać w dwojaki sposób. Pierwszym z nich jest przyjecie założenia, że to historia o sile kobiecości, o odwadze i damskiej solidarności. Jednak z innej perspektywy poznawczej, w treści przedstawienia można doszukiwać się podtekstów świadczących o wyższości mężczyzn nad kobietami i ich twórczego wpływu na życie płci pięknej.

Niemniej polecam wizytę w Teatrze Syrena i obejrzenie najnowszego musicalu prezentowanego w tej instytucji. Można spędzić wieczór w teatrze, poznając lub przypominając sobie historię zawierającą w sobie duży  ładunek magii. Poza tym – widzowie będą mogli sami przekonać się, o czym są Czarownice z Eastwick.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *