Biedermann i podpalacze

Tydzień temu miałam okazję pojechać do Słupska. Każda wizyta w tym mieście wiąże się z obejrzeniem spektaklu w Nowym Teatrze im. Witkacego, jak również ze spędzeniem kilku godzin w Ustce. Pogoda nad morzem dopisała, dlatego ostatni w tym roku pobyt nad Bałtykiem będę wspominać miło. Podobnie jak przedstawienie, które zobaczyłam w słupskim teatrze.

Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku zaproponował swoim widzom spektakl Biedermann i podpalacze. Widowisko w reżyserii Torstena Münchowa to zaskakujące w swojej fabule dzieło.

Biedermann i podpalacze - Słupsk
Na pierwszym planie Bogumił Biedermann (Jerzy Karnicki). Fot. z archiwum Teatru

Napisany w latach pięćdziesiątych XX wieku tekst, początkowo na potrzeby słuchowiska radiowego, później zaadaptowany na deski scen teatralnych, opowiada historię pana Biedermanna (w słupskiej inscenizacji noszącego imię Bogumił). Przedsiębiorca, przedstawiciel zamożnej części klasy średniej, mieszka z żoną w prywatnej willi. Codzienne życie upływa mu na prowadzeniu interesów i wygłaszaniu politycznych opinii, kiedy tylko znajdzie słuchaczy skłonnych do skupienia na nim uwagi. Troszczy się o dobre samopoczucie małżonki (Bożena Borek), która jest elegancką ozdobą u jego boku. Miasto, w którym toczy się ich życie od jakiegoś czasu terroryzowane jest przez grupę podpalaczy. Biedermann śmiało twierdzi, że jedynym sposobem na pozbycie się zagrożenia, jest usunięcie z miasta wszystkich żebraków, bezrobotnych, podejrzanych typów. Jego solidny plan zawodzi w zetknięciu z rzeczywistością.

W sytuacji, gdy tytułowy bohater może zakończyć serię podpaleń, jego stanowczość znika. Nie dostrzega zagrożenia czającego się w jego najbliższym otoczeniu, co w finale doprowadza do katastrofy i zniszczenia świata Biedermanna.

Biedermann i podpalacze - Słupsk - recenzja
Jan, jeden z podpalaczy (Dominik Nowak). Fot. z archiwum Teatru

Spektakl Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku to popis aktorów związanych z tą sceną. Role męskie zdominowały przedstawienie, prowadząc fabułę ku tragicznemu finałowi. W tytułową postać wciela się Jerzy Karnicki. Jego bohater jest dojrzałym mężczyzną, który twardą ręką rządzi w swojej posiadłości. W myśl zasady „mój dom, moja twierdza” nie zaprasza do siebie obcych, niestety do czasu. Wpadając w sidła pochlebstw bezrobotnego, dawnego zapaśnika (w tej roli Dominik Nowak), decyduje się udzielić przypadkowemu gościowi schronienia.

Podpalacz (Igor Chmielnik). Fot. z archiwum Teatru

Prowodyrem podpaleń, które trawią kolejne przecznice miasta okazuje się być drugi z mężczyzn, którym pomaga Biedermann. Dawniej kelner, obecnie niebezpieczny podpalacz, owija sobie gospodarza dookoła palca. Nie ukrywa swoich działań ani zamiarów, opisuje je z uśmiechem na ustach. Czarujący, z dobrymi manierami, ma plan obrócenia świata w popiół. Nie robi tego w imię idei, lecz dla ekstatycznej rozrywki, jaką jest dla niego widok płomieni i dźwięk krzyków umierających w ogniu ludzi. W tę demoniczną postać wciela się Igor Chmielnik, który z typową dla siebie nonszalancją wywiązuje się z przypisanych mu zadań aktorskich.

Psychologiczny pojedynek pomiędzy gospodarzem domu, a gośćmi dopełnia Dominik Nowak. Wcielając się w rolę osiłka od „brudnej roboty”, wnosi do spektaklu elementy humorystyczne. Jego zdumiewające przewrażliwienie na słowa krytyki, niepohamowany apetyt i niewybredne żarty pozwalają na moment zapomnieć, że na oczach widzów rozgrywa się dramat Biedermannów zrodzony na fundamentach ich dobroci i naiwności.

Państwo Biedermann – Bożena Borek i Jerzy Karnicki. Fot. z archiwum Teatru

Fabuła spektaklu zawiera w sobie odrobinę metafizyczności, wprowadzaną przez enigmatycznego narratora – strażnika ( Krzysztof Kluzik), a także oprawę sceniczną. Przestrzenna scenografia prezentująca wnętrze willi Biedermanna dopełniana jest przez wizualizacje płomieni niszczących miasto. Całość prezentuje się na scenie bardzo przyzwoicie.

Biedermann i podpalacze to kolejne z przedstawień, które zmienia profil repertuarowy Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku. Fabuła zmusza widzów do odpowiedzenia sobie na niewygodne pytania o konformizm i dbałość wyłącznie o własne interesy, a także przymykanie oczu na zło, jeśli bezpośrednio nas ono nie dotyczy. Jedynym zarzutem, jaki mam w stosunku do najnowszej produkcji słupskiego teatru, to odrobinę przeciągający się w czasie finał. Poza tym niuansem, przedstawienie w reżyserii Torstena Münchowa prezentuje wysoki poziom artystyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *